Filmowa historia Twojego pupila - Joanna i Kicia
Article

Przeczytaj historię Joanny i Kici
"Zacznę od tego, że jestem wieloletnim pracownikiem Przychodni Weterynaryjnej, która współpracuje z firmą Royal Canin. Stąd też produkty oferowane przez firmę znam od przysłowiowej podszewki. Kilka lat temu do naszej Przychodni została przyniesiona bezdomna 4-miesięczna kotka po wypadku komunikacyjnym. Miała połamane obydwie kończyny miedniczne, więc wymagała hospitalizacji oraz kilku operacji, żeby mogła wrócić do względnej sprawności. Trafiały do nas podobne przypadki, jednak ta Kicia była wyjątkowa.
Wychudzona, połamana, obolała, przestraszona, a mimo wszystko czołgała się po stole, żeby być bliżej człowieka. Przy użyciu dwóch przednich łapek, przysunęła się do mnie i wtuliła. Przeszła wiele w swoim krótkim życiu, została skrzywdzona przez człowieka, a mimo to potrafiła tak bardzo mi zaufać. W tamtym momencie już wiedziałam, że nie pozwolę, by czas operacji i rekonwalescencji spędziła w Przychodni.
Zabrałam ją do domu z zaleceniem, że przez swój stan bezwzględnie nie może opuszczać klatki kenylowej. Przez cały okres karmiłam ją karmą Royal Canin Kitten dedykowaną kociętom, wiedząc, że jako pełnowartościowa karma ją wzmocni, uzupełni niedobory, dzięki czemu szybko odzyska siły. Jednak operacja nie mogła długo czekać... Mała ciężko zniosła zabieg, musiałam ją dogrzewać, wiele nocy nie przespałam, kładąc ją na klatce piersiowej pod kołdrą i obserwując, czy jej stan się polepsza. Sytuacja była bardzo poważna, więc zaczęłam stopniowo karmić ją strzykawką karmą Royal Canin Recovery. Nie zważając, że karma dedykowana jest raczej starszym zwierzętom, stwierdziłam, że spróbuję. Przecież jak takie maleństwo ma sobie poradzić po takiej poważnej operacji? A wiedziałam, że czeka ją jeszcze następna...
Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Przez kilka dni udało mi się poprawić na tyle jej stan, że zaczęłam stopniowo wracać do karmy dla kociąt. Łapki się zrosły, operację usunięcia gwoździ zniosła już bardzo dzielnie, więc mogła w końcu opuścić klatkę i poczuć odrobinę wolności. A ja mogłam zacząć szukać jej nowego, odpowiedzialnego domu. Byłam pewna, że już wychodzimy z dołka i Młoda będzie mogła w końcu cieszyć się kocięcim życiem.
Nic bardziej mylnego... Gdy po kilku miesiącach opuściła klatkę, pojawił się nowy problem... Duszność. Wcześniej nie było jej widać, ze względu na brak aktywności. Gdy zaczęła akrobacje, okazało się, że jej oddech odbiega od normy! Moja pierwsza myśl - FIP. Załamałam się, bo mam w domu jeszcze drugą kotkę. Bałam się, że stracę je obie! Szybko pojechałyśmy do Przychodni, badania krwi w kierunku kociego koronawirusa wyszły ujemne, jednak badanie RTG pokazało, że mamy jeszcze jeden powypadkowy problem - przepuklinę przeponową. Okazało się, że po ponownej aktywności Kici, narządy przesunęły się, ograniczając powietrzność płuc. Wtedy dotarło do mnie, że przed nami jeszcze jedna operacja. Jednak ta operacja, była obciążona jeszcze większym ryzykiem niż poprzednie... Moje maleństwo miało mieć otwartą klatkę piersiową i sztucznie wspomagany oddech... Nie pomagał fakt, że to był "stary" uraz. Jednak nie było wyjścia! Było to jej być albo nie być.
Pocieszał mnie fakt, że ogólna kondycja Kici bardzo się poprawiła na karmie Royal Canin, co zwiększało jej szanse. Nie mogłam asystować przy tej operacji, nogi miałam jak z waty, w głowie totalna pustka. Serce myślałam, że wyskoczy mi z klatki, gdy trwała operacja. Nie mogłam pojąć, jak na tak małe ciałko spadło tyle złego. Zdając sobie sprawę z ryzyka, z niecierpliwością czekałam na jakąkolwiek informację. W końcu z sali wyszedł Profesor, który ją operował z informacją, że operacja się udała i co najważniejsze Kicia przeżyła! Nie ukrywam, że wtedy puściły mi wszystkie emocje, a w oczach pojawiły się łzy szczęścia.
Ponownie przeszłyśmy etap rekonwalescencji z firmą Royal Canin, Kicia z każdym dniem nabierała sił. Oczywiście po takich przeżyciach, nie byłam w stanie jej już oddać w żadne inne ręce i została u mnie. Po tylu stresujących sytuacjach, Kicia była bardzo płochliwa, więc w międzyczasie nabawiła się Syndromu Urologicznego Kotów i miała stwierdzone struwity w moczu. Jednak i na to Royal miał odpowiedź - karmę Urinary, która była wystarczająca i pomogła pozbyć się problemów bez dodatkowych leków. Na ten moment kotka ufa mi jak nikomu innemu, czuje się swobodnie w domu. Szczęśliwie nie wymaga już żadnego leczenia, jest bardzo aktywna, nie widać śladów przeszłości. Oczywiście jest wykastrowana, dlatego teraz dostaje na stałe Royal Canin Neutered Satiety Balance i onieśmiela swoją długą, lśniącą sierścią. Każde moje zwierzę miało/ma pewne zdrowotne potrzeby, jednak zawsze miałam wsparcie ze strony RC. Za co jestem wdzięczna!"
Poznaj inne konkursowe historie
Polub i udostępnij tę stronę